Monthly Archives: Marzec 2013

Gdzie kwitnie i gdzie ma swoje mieszkanie ta głęboka relacja?

Zwykły wpis

Gdzie kwitnie i gdzie ma swoje mieszkanie ta głęboka relacja? Już samo to że jest intymna pokazuje, że musi odbywać się w miejscu ukrytym przed wzrokiem postronnych, przypadkowych, nic nie rozumiejących gapiów.  Całe Słowo Boże maluje nam obraz komnaty, tajemnej, wewnętrznej, w pewnym sensie niedostępnej. Ukrytej za ścianą ciszy, z dala od zgiełku i pośpiechu. Strzeżonej nudą i samotnością. Ale mimo że kraina w której mieszka Bóg znajduje się poza zasięgiem zmysłów, wejście w nią nie jest wcale jakimś skomplikowanym, tajemnym doświadczeniem. Bóg nasz, choć ukryty, nie pragnie wcale oddzielenia od człowieka.  Wręcz przeciwnie, ukryty pragnie i naprowadza człowieka na spotkanie z Nim w Jego ukryciu. Bo Jego ukrycie nie jest przed człowiekiem, ale dla człowieka. Dlatego właśnie możemy i powinniśmy pielęgnować wewnętrzną komnatę naszego serca.  Komnatę, w której nic i nikt inny nie może zawołać naszego imienia jak tylko sam Bóg.  Komnatę, w której bez przeszkód możemy naszą duszę i ducha wznosić do Boga w ciszy przerywanej jedynie niewysłowionymi westchnieniami.

 

Reklamy

Pracownik, bliski znajomy czy umiłowany?

Zwykły wpis

Bóg posiada wielu pracowników, którzy za godziwe wynagrodzenie mogą uczynić wielkie rzeczy i przyczynić się jak nikt inny do chwały Królestwa Bożego na ziemi. Ich wkład jest nieoceniony- w ich własnych oczach. Bóg posiada również kilku bliskich znajomych, tych którzy odwiedzają Go w więzieniu, którzy czasami przynoszą mu kubek zimnej wody i wypytują  co u Niego słychać.  Kochają Go miłością platoniczną, nigdy się zbytnio nie spoufalając. Są przecież tylko znajomymi i w dbałości o higienę muszą zachować zdrowy dystans. Bóg kocha i jednych i drugich, ale szuka czegoś więcej. Bóg szuka intymności, nieograniczonej niczym miłosnej relacji Oblubieńca z oblubienicą. Na nasze szczęście  żaden pracownik nie jest skazany na pozostawanie jedynie pracownikiem. Tak samo żaden znajomy Boga nie jest skazany na pozostawanie jedynie znajomym.  I znajomy i pracownik zaproszeni są do intymnej, znacznie głębszej relacji ze swoim Stwórcą, z Jezusem.  Pytanie więc nie brzmi, czy jest to możliwe, ale raczej czy jesteśmy na to gotowi I czy tego chcemy.

 

nie cienia szukam….

Zwykły wpis

Jeżeli czasami szukam schronienia w cieniu drzewa, to tak naprawdę nie cienia przecież szukam tylko przebywania właśnie w obecności drzewa.  To co jednak najczęściej spotykam na swojej drodze, to niestety cienie bez drzew. Na pozór tylko takie same, nie dają jednak ochłody, zaciemniając przejrzystość myśli, która przecież jest wynikiem wędrowania z Bogiem.  Ten świat pełen jest cieni- ciepłych, mdławych, nie dających wytchnienia, szaro burych plam zabijających życie. Prawdziwy cień i prawdziwe drzewa znajdują się w tym samym miejscu, ale w innym świecie. W tym, do którego wejść pospiesznie nie sposób, bo nie jest przeznaczony dla śpieszących się.  Pośpiech nigdy nie spłodził nic dobrego. Pośpieszne decyzje zazwyczaj okazują się chybione, pośpiesznie połykane posiłki zamiast nas nasycić dają nam wrzody, a szybko wypowiadane myśli okazują się być pustymi kopertami wytwarzającymi jedynie nieznośne poczucie straty cennego czasu. Nawet zbyt szybkie wiązanie butów, które jest przecież czynnością rutynową,  może skończyć się rozwiązaniem sznurówki i (ku uciesze tłumów) potknięciem się w jak najmniej odpowiednim dla nas momencie.  Owszem, mądrość nawołuje nas na rogatkach ulic, ale któż dzisiaj ma czas, żeby się zatrzymać i posłuchać? Któż ma czas żeby żyć?

Bóg jest tą mądrością wzywającą maluczkich. To On jest tym drzewem mieszkającym w świecie spowitym chmurami niedostępu, czekającym na spotkanie z tymi, dla których owa niedostępność nie jest przeszkodą, lecz raczej zachętą, dla stawiających kroki powoli, w skupieniu.

Wybieram tak właśnie wędrować. Wybieram, bo zostałem wybrany. Jeżeli serce rozrywane jest przeczuciem, że „jest coś więcej” niż to, czego dotknąłem do tej pory, że jest inny, nieznany świat, będę szedł powoli. Zdejmę sandały świadomy tego, że stąpam po świętej ziemi.  Nie wykonam żadnych gwałtownych ruchów, aby przez to nie przeoczyć furtki otwartej właśnie dla mnie.   Owszem, stare modlitwy nadal będą mi się narzucać ubrane w konieczność i najwyższy priorytet, modlitwy o zaopatrzenie, o przebudzenie, o odnowienie i objawienie, ale nie dam im się zwieść.  Nie będą już mogły zasiadać na najwyższym miejscu.  Ich miejsce zajmie cisza.  Bóg chciany wyłącznie dla niego samego, bliski i daleki, tajemniczy,  niepojęty .